KOŁO  ŁOWIECKIE "HUBERT"  ŚWIEBODZIN

Polowanie 26.01.2019

 

 

 

 

 

 

      Zakończenie sezonu polowań zbiorowych odbyło się 26 stycznia w formie spokojnego polowania zbiorowego.

   Koledzy prowadzący polowanie: Henryk Halczak oraz Marek Winiel zadbali o to , żeby nikomu się nie nudziło podczas całej imprezy, a jednocześnie zapewnili spokojne i pełne wrażeń spotkanie obfitujące w zwierza   oraz różne niespodzianki  po zakończeniu części oficjalnej…

 Okazało się również , że do dobrej zabawy i udanego polowania wcale nie trzeba dużej ilości myśliwych- wystarczy 10.

 

        Kolejne odkrycie jakiego dokonano na polowaniu to takie, że nie trzeba wcale używać kartek do losowania stanowisk. Bez żadnych problemów prowadzący Koledzy rozstawiali myśliwych bez kartek, a ci chętnie stawali na wskazanych pozycjach i nikt nie chciał zmieniać miejsca.

 

      Pierwszy miot w rejonie " Boryszynek" okazał się łaskawy dla przyszłego króla polowania- kolegi Marka Winiela.

Nazwa  " Boryszynek" pochodzi od dawnego PGR-u, który znajdował się właściwie w środku rejonu. Dzisiaj widać już tylko w tym miejscu ruiny obór pokryte przez zarośla, oraz pozostałości fundamentów budynków mieszkalnych. Zostało też kilka drzew owocowych, które uległy zdziczeniu.

Jeżeli chodzi o króla polowania, Kolega Marek po rozstawieniu myśliwych na linii stanął akurat w miejscu, które będzie długo wspominał.

          Podczas zajmowania przez Marka stanowiska , wybiegający z miotu byczek o mało co nie  zdjął - za pomocą swojego poroża- sztucera z pleców zaskoczonego Kolegi. To byłby koniec marzeń o strzelaniu ( przynajmniej dzisiaj).

     Zaraz potem w tym samym miejscu psy wygoniły z miotu warchlaczka, który został ostro zmotywowany przez pieski i musiał testował swoją prędkość maksymalną. Niestety w tym czasie kolega Marek ledwo co przypalił papieroska i jak zeznawał później na zbiórce został  mocno zaskoczony przebiegiem zdarzeń, które nie pozwoliły mu w pełni i ze spokojem rozkoszować się dymkiem.

  Cóż było robić, trzeba było schować do kieszeni zapalniczkę, zapiąć kieszeń na zamek  i w końcu zacząć strzelać do uchodzącego ostro małego odyniaszka.

 Savage wypuścił w kierunku pędzącego dzika 2 kule kalibru 308 Winchester, które doleciały do celu. Dziczek zaznaczył, ale duża prędkość pozwoliła mu jeszcze siłą rozpędu znaleźć zaciszne miejsce w pobliskiej kępce drzew.  

Na wszelki wypadek i ja sobie strzeliłem, ale raczej na wiwat i dla towarzystwa.

           Wyobraźcie sobie jak szybko działo się to wszystko , bo dopiero teraz Marek zaciągnął się po raz drugi papieroskiem, którego ani na chwilę nie wypuścił ze swoich ust. To się nazywa opanowanie i koncentracja.

 

     Dalsze 2 mioty w rejonie " Park" obfitowały w jelenie, których Koledzy naliczyli ponad 20. Niestety wyszły z miotu akurat w pobliżu stanowiska  gościa zaproszonego, który nie posiada uprawnień selekcjonerskich. Nie mógł więc strzelać.

"Park" to nazwa rejonu, który w przeszłości składał się  w ponad połowie w sadu. Sad został wykarczowany i zaorany- została tylko biegnąca przez środek pola betonowa droga.

    W drugim " parkowym" miocie po zauważeniu dzika lufę swojego sztucera postanowił przeczyścić Kolega Marek Heluszka. Warchlaczka doszedł Kostia ze swoimi psami.

     Dziki spotkalismy również w miocie nr 4 na "Łąkach Żelechowskich".

 Tutaj potwierdziła  się stara prawda , że mała ilość myśliwych czasami nie pozwala na szczelne obstawienie miotu. Nie o to jednak tylko chodzi, żeby strzelać do każdej zwierzyny.

 

    Na pokocie znalazły się 2 dziki. Króla polowania już znacie, Został nim kolega Marek Winiel. Gratulacje !

Okazało się , że Kolega Henryk Halczak bardzo lubi rozdawać medale i w pewnym momencie zaczął sypać medalami na lewo i prawo.

Dostałem i ja, dostał też Kostia oraz kierownik naganki. Miło jak nigdy.

 Po zakończeniu części oficjalnej zasiedliśmy jak przystało na zakończenie sezonu do stołu. Była pyszna grochówka, kiełbaski osobiście pieczone na grilu przez naszego mistrza Artura, boczki i inne specjały. Można było degustować też różne nalewki. Impreza potrwała do późnych godzin wieczornych.

Darz Bór

Tekst i zdjęcia Andrzej Sidoruk

Projekt i administracja   Andrzej Sidoruk